Przygotowanie pomieszczenia pod ekspozycję central FT-200 i CK-20

Schyłek roku zawsze zmusza do podsumowań, przemyślenia tego „co się przegrało, ile diabli wzięli” (jak śpiewała Maryla Rodowicz) a ile zrobiło z pożytkiem. Ten rachunek zysków i strat, wtedy gdy przełom roku spotyka się końcówką jakiegoś etapu działań staje się wręcz obowiązkowy.

Tak się składa, że niemal w przededniu świąt zakończyliśmy etap prac murarsko-tynkarskich w kolejnym, trzecim już pomieszczeniu przyszłej ekspozycji łączności. Pokój ten (dawna siedziba warsztatowego „turnusu”), do ubiegłego roku zajęty był przez prowizorycznie uruchomioną kolejową centralę Siemensa. Po jej przeniesieniu na docelowe miejsce przeznaczyliśmy go na wystawę dwu innych automatycznych, tym razem krajowych central telefonicznych – FT-200 (systemu Strowgera) oraz kolejowej CK-20 (systemu krzyżowego).

Gdy ubiegłej jesieni opróżnialiśmy wspomniany pokój wydawało się, że robót adaptacyjnych wiele nie będzie. Ot, naprawi się popękany przy przekuwaniu przepustów kablowych tynk, zrewiduje sprawiające nam wtedy problemy przewody kominowe, pomaluje ściany. Rzeczywistość jednakże, jak to w starych budynkach bywa, okazała się być bardziej „skrzecząca”.

dsc_1605m dsc_1664m dsc_1666

Bliskie i dokładne oględziny wybudowanych w czasie wojny, skomplikowanie poprowadzonych kanałów dymowych (od pieców w sąsiednich pomieszczeniach) zakończyły się decyzją całkowitej ich wymiany. Przymurowane do sufitu i ściany kształtki trzeba było skuć. Kurzu i brudu spodziewaliśmy się, ale rzeczywistość przerosła najczarniejsze (dosłownie…) oczekiwania. Za każdym uderzeniem młotka, prócz gruzu z kanałów dymowych sypała się wieloletnia sadza i to nawet po kilkakrotnym ostatnio czyszczeniu tych przewodów. Niestety nie uniknęliśmy błędu, jakim było oparcie się na naturalnym przeciągu. Przy robocie ruch powietrza się odwrócił i… „kiedy kurz opadł, oczom ukazał się widok zaiste przerażający”. Przerażający, bowiem korytarz a nawet odleglejsza hala maszyn grubo pokryły się brudnym całunem. W końcu pomógł ustawiony w oknie wentylator. „Czarne chmury” sięgnęły koron drzew… Sporym nakładem sił (i środków) stare kanały dymowe zostały zastąpione nowoczesnymi rurami kwasoodpornymi, które zagwarantowały zarówno szczelność jak i prawidłowy, mocny ciąg.

dsc_1702m Przerzuciwszy wzrok z sufitu na podłogę, stwierdziliśmy z niesmakiem, że choć do połowy pomieszczenia wylewka podłogowa nie wymaga interwencji, to dalej jest pofałdowana i krzywa. Tworzyły się w niej wysokie na prawie pół centymetra poprzeczne „schodki” – tak, jakby podłogę wylewano stopniowo stosując nierówne drewniane łaty podziałowe. Na tej falistej części postanowiliśmy zatem wylewkę skuć. Już pierwsze opukanie ujawniło głuche odgłosy, co było wyraźnym symptomem braku związku wierzchu wylewki z resztą powierzchni planety zwanej Ziemią. Beton zaczął się kruszyć, ukazując zalatującą stęchlizną płytę paździerzową, a pod nią… no właśnie. Tak więc całość tandetnej podłogi wykonanej „na paździerzu” zerwaliśmy, odkrywając, niczym „kapsułę czasu”  porządną, wojenną posadzkę z lastryka.

Następne sesje remontowe upłynęły pod znakiem kwalifikacji powierzchni ścian. Zaniepokojeni widocznym wybrzuszeniem na jednej z nich i powstającymi przy stuknięciu dźwiękiem obsypywania się gdzieś wewnątrz piachu, purchel ten odbiliśmy. No i znowu : „…kiedy kurz opadł, oczom ukazał się widok zaiste przerażający…”. Przerażający, bowiem okazało się, że przed laty pomysłowi kolejarze-murarze, na stary, kompletnie zlasowany tynk wapienny nałożyli około półcentymetrową silną, betonową „przycierkę”. Przycierka nie trzymała się w większości niczego i przy uderzeniu odpadała półmetrowymi płatami. Remont zaczął się zapowiadać coraz bardziej okazale… i kosztownie. Odbiwszy wszystek zniszczony tynk do gołych cegieł również dokonaliśmy ważnego odkrycia. Stwierdziliśmy po prostu, że „teraz albo nigdy” nadarza się wyjątkowa okazja do całkowitej wymiany dziwacznie poprowadzonej i połatanej instalacji elektrycznej. Zabraliśmy się i za to, a po założeniu świeżych rurek z przewodami ściany na nowo zostały wytynkowane.

dsc_3405m dsc_3529m dsc_3678m

I tak, zupełnie niespodziewanie, na batalii z remontem niezbyt wielkiego pomieszczenia upłynęło nam (z przerwami oczywiście) kilkanaście miesięcy. Ukoronowaniem stało się, w ubiegłym tygodniu tymczasowe ustawienie pieca, umożliwiającego dobre wysuszenie wilgotnych po tynkowaniu ścian. Po wysuszeniu będziemy mogli przystąpić do etapu prac wykończeniowych czyli założenia obniżonego (aby zakryć rury kominowe) sufitu, gipsowania i malowania. A na końcu jeszcze „tylko” postawić kolejny kaflowy piec…

W przededniu nadchodzącego roku pozostaje sobie życzyć przekazania wreszcie gotowego pomieszczenia do ekspozycyjnej „służby”.

Na górę strony