Piec kaflowy

Remont pomieszczenia biurowego

Przed prawie dwoma dekadami objęliśmy w posiadanie skierniewicką Parowozownię. Teoretycznie kompleks był zachowany dostatecznie, a poszczególne obiekty wydawały się być w pełni zdatne do użytku. Tylko, że…

No właśnie… W tym jednym, małym słówku „tylko” zawarł się ogrom potrzeb wyłażących z każdego zakamarka, z każdego pomieszczenia. Kilkanaście lat temu początkiem jakiegokolwiek zagospodarowywania także budynku biurowo-warsztatowego stała się konieczność zabezpieczenia od włamań, a więc naprawa drzwi i okratowanie okien parteru. Uporaliśmy się z tym pracując kilka tygodni wiosną 1997 roku. Naprawa dachu, wzmocnienie i wyprostowanie więźby dachowej oraz odbudowa rynien i odprowadzeń wody była kolejnym krokiem, uczynionym kilka lat później. W roku ubiegłym rozbiórka szpetnej, przylegającej do ścian pokoju dawnego Oddziału Napraw Parowozów, przybudówki pozwoliła na osuszenie pomieszczeń, dotąd zawilgoconych wskutek niewłaściwego wykonawstwa fundamentów rozebranej „dostawki”. Po osuszeniu można było zbić zniszczone tynki w pokoju i odtworzyć je na nowo, a wreszcie rozpocząć prace typowo wykończeniowe.

Na początku „wykończeniówki” postawiliśmy sobie zadanie odtworzenia instalacji ogrzewczej. Budynek warsztatowo-biurowy w momencie jego budowy w roku 1943 był ogrzewany pięknymi, zielonymi i beżowymi, kaflowymi piecami. Niestety w drugiej połowie lat osiemdziesiątych w ramach przeprowadzonej częściowej „modernizacji” budynku, większość pieców rozbito, zastępując je ogrzewaniem elektrycznymi piecami akumulacyjnymi. Część pomieszczeń planowano ogrzewać wykonaną z przygodnych materiałów, sposobem gospodarczym instalacją centralnego ogrzewania. Instalacja ta, ukończona do czasu zamknięcia Lokomotywowni tylko częściowo, zasilana była z prowizorycznie zaadaptowanego ogromnego kotła parowego, wywiezionego z pompowni nad Skierniewką. Składała się zaś ze staroużytecznych płomieniówek wyjmowanych z rewidowanych kotłów Ty2 i rozmaitego typu grzejników. Rury poprowadzono dookoła ścian, w odległości około 15 cm… Takie rozwiązanie było nie do przyjęcia, urągając przede wszystkim zasadom oszczędnej gospodarki. Przecież u nas nie ma już stada gorących parowozów (szkoda…), z których można by całymi taczkami podbierać węgiel do celów bardziej prozaicznych. Konieczny stał się powrót do oryginalnego sposobu ogrzewania, przewidywanego pierwotnym projektem, z uwagi tak na oszczędność paliwa, jak estetykę i klimat wnętrz – przecież zabytkowej – parowozowni.

Ruiny stacji Warszawa Stalowa Kolejka Marecka, stacja Warszawa Stalowa

…dowiedzieliśmy się o nieuchronnej rozbiórce stacji i parowozowni Warszawa Stalowa… (fot. Jan Szponder)

Wiele lat temu, zimą 1996 roku, dowiedzieliśmy się o nieuchronnej rozbiórce stacji i parowozowni Warszawa Stalowa, ostatnich zabudowań pozostałych w Warszawie po Kolejce mareckiej. Teren stacji wraz z przyległymi działkami został wtedy sprzedany pod budowę dużego supermarketu i parkingów. Nie mogąc w żaden sposób zapobiec rozbiórce, po uzyskaniu zgody ówczesnego właściciela (Supermarkety „HIT”), z budynku stacyjnego dawnej Kolei Dojazdowej Mareckiej (ul. Stalowa 60) odzyskaliśmy kilka postawionych tam dużych pieców kaflowych. Po ich kilkudniowym, ostrożnym demontażu, magazyny naszej parowozowni zasiliła pełna ciężarówka białych, glazurowanych kafli. A teraz, z końcem października, w dawnym pokoju biurowym mieszczącym niegdyś Oddział Napraw Parowozów (później Oddział Napraw Pojazdów Trakcyjnych) odbudowano z nich pierwszy, pełnowymiarowy kaflowy piec. I tak, po kilkunastu latach oczekiwania, maleńka cząstka zasłużonej dla Warszawy wąskotorówki ponownie zaczęła służyć kolei…

Budowa pieca kaflowego, osadzone drzwiczki Budowa pieca kaflowego

Pierwszy pełnogabarytowy kaflowy piec zbudowaliśmy zgodnie z najnowszą (co w przypadku konstrukcji tego typu ogrzewania oznacza lata 1935-1955) wiedzą techniczną. Oparliśmy się na publikacjach dwu wybitnych polskich inżynierów: Apolinarego Birszenka i Karola Szrajbera, uwzględniając jednakże przy projektowaniu lepszą niż kiedyś dostępność kształtowych, ognioodpornych wyrobów szamotowych. Przyjęliśmy zalecane rozwiązanie pieca o pionowym układzie kanałów, z szerokim „pierwszym ciągiem” zapewniającym długą drogę dopalania się gazów. Da to znaczne ograniczenie odkładania się sadzy i zabezpieczy przed nadmiernym uchodzeniem niedopalonych frakcji do atmosfery. Z uwagi na konieczność połączenia pieca górą zastosowaliśmy dla każdego ciągu po jednym kanale opadowym i jednym wznośnym. Piec przystosowano do opalania drewnem.

Zakończona budowa pieca kafowego

Kolejne piece, w następnych pomieszczeniach będziemy budować zależnie od panujących temperatur albo jeszcze zimą, albo dopiero z nastaniem wiosny. Na razie wyposażone w piec dwa pomieszczenia oczekują położenia nowej, trudnościeralnej powierzchni podłogowej oraz malowania ścian i sufitów.

Na górę strony