„Śląskiem” … z Zagłębia.

Z archiwum „Biuletynu Informacyjnego” PSMK

Trzeba stwierdzić, że ratowanie kolejowych zabytków od fizycznej likwidacji, od pocięcia ich, jako już niepotrzebnych i zużytych na złom jest bardzo praco- i czasochłonne. Równie trudne jest pozyskiwanie na własność przez Stowarzyszenie historycznego taboru i urządzeń kolejowych. Wymaga to skomplikowanych zabiegów – częstych wyjazdów (no, i urlopów !), prowadzenia licznej korespondencji. W końcowym etapie potrzeba też ciężkiej i, co tu ukrywać, brudnej pracy fizycznej. Najcięższymi pracami jest przygotowanie i sam transport eksponatów do Skierniewic…

Półtora roku temu1 zelektryzowała nas informacja o „znalezieniu” parowozów: ostatniej z maszyn typu „Oberschlesien” – TKp 102 oraz parowozu typu „Śląsk” nr 6293, ostatniej z wyprodukowanych w Chrzanowie, a zarazem w kraju, lokomotywy parowej. Wiadomość tę przyniósł niezmordowany w swoich wojażach Zbyszek Tucholski.

Informacja była ważna, toteż szybko zdecydowaliśmy się zdobyć te unikaty, tym bardziej, że obydwa parowozy właśnie przestawały być eksploatowane. Wystąpiliśmy zatem do właściciela tych lokomotyw: Kopalni „Kazimierz-Juliusz” w Sosnowcu. Prosiliśmy o przekazanie nam do kolekcji tych cennych historycznie maszyn.

Po pewnym czasie otrzymaliśmy odpowiedź pozytywną, tyle że okazało się, że ostatni „Śląsk” – 6293 został jeszcze przed naszym wystąpieniem pocięty. „Na otarcie łez” kopalnia zaproponowała nam nieco starszego „Śląska” o numerze 6042.

Zgoda kopalni a także jej władz nadrzędnych – Katowickiego Holdingu Węglowego, opatrzona była warunkiem dopełnienia szeregu formalności, wymagających kilkukrotnych wyjazdów do Zagłębia. Na to nie zawsze starczało czasu (oraz urlopów) i w rezultacie dopiero w grudnu ubiegłego roku1 dokonano ostatecznie wszelkich operacji „papierkowych”. Praktycznie więc, od ubiegłorocznej Gwiazdki można było zająć się przygotowaniami do ściągnięcia zabytkowych maszyn do Skierniewic. Niestety, przeszkodziła w tym długa i mroźna zima wszak należało się liczyć z kilkudniowym przebywaniem „konwojentów” parowozów na powietrzu.

Transport TKp 102 Śląsk nr 6293 z Zagłębia

Możliwość przejazdu zaczęła być realna dopiero w marcu, zaczęliśmy więc załatwiać szczegóły operacji – orzeczenie o stanie technicznym, list przewozowy, odpowiednie zezwolenia i telegramy. Jednak sprawy posuwały się „tak sobie”, toteż potrzebny był nam doping ze strony naszego darczyńcy – kopalni, która zasugerowała abyśmy zmobilizowali swe siły. W dniu 31 maja, rankiem, u wrót zakładu, stawiła się czteroosobowa ekipa doświadczonych już w tego typu akcjach kolegów: Ariel Ciechański, Paweł Mierosławski, Grzegorz Szelewa i Ryszard Wiśniewski.

Przygotowanie parowozów do drogi zajęło naszej drużynie stosunkowo niewiele czasu. Dzięki uprzejmości i uczynności oddziału kolejowego kopalni (w szczególności jego kierownika p. Włodzimierza Staneckiego oraz jednego z pracowników – p. Boronia) zastaliśmy zdjęte już i umocowane korbowody oraz unieruchomione krzyżulce. Pozostało jedynie zapakować przekazane – dla nas bezcenne a zbędne już dla kopalni – części zamienne: inżektory i drobną armaturę. Przed wyjazdem trzeba było także dokonać przeglądu i smarowania obu pojazdów oraz na położonej nieopodal stacji złożyć i opłacić list przewozowy.

Transport TKp 102 Śląsk nr 6293 z Zagłębia

Nasza grupa rozdzieliła się na parowozy. Na TKp 102 pojechał Rysiek i Paweł, na 6042 Grzegorz z Arielem. Przybyła krótko po 14:00 PKP-owska „obsługa” kopalnianej bocznicy zabrała konwój na tory stacji Sosnowiec Kazimierz. Stąd, po przepuszczeniu planowego pociągu osobowego, przez Maczki i dawny graniczny most kończący „wiedenkę” dotarliśmy do Szczakowej, na stację rozrządową.

W Jaworznie-Szczakowej, po godzinie oczekiwania na „grupie przyjazdowej” parowozy przemanewrowane zostały na tory odstawcze położone na samym końcu stacji, tuż za nowoczesną górką rozrządową, u wylotu linii w kierunku Bukowna. Teraz czekaliśmy na nocny pociąg towarowy w dogodnym dla nas kierunku. Nocny, bo zabytkowe lokomotywy mogły jechać z obniżoną do 40 km/h szybkością.

Transport TKp 102 Śląsk nr 6293 z Zagłębia

Kilkugodzinne oczekiwanie wryło się w naszą pamięć ogromnym upałem i… mnogością leśnych mrówek dookoła. Każdy, kto na trochę położył się w trawie, w cieniu parowozu, po chwili czuł się jak mickiewiczowska Telimena. Przyjacielsko nastawione lecz ciekawskie mrówki z zapałem poznawały najpierw zakątki naszych ubrań, a potem… Zaś na parowozie – jak to zwykle bywa – gorąco. W naszych gorąco tylko od słońca, ale jednak…

Rysiek, jak zawsze obowiązkowy i przewidujący sprawdził jeszcze raz spodki maźniczne. Znalazł w nich wszystko poza olejem, więc pracowicie zaczął czołgać się pod obydwoma maszynami i wyciągać ze zbiorniczków wodę i błoto, czyścić i oliwić. A wszystko to na podkładach i tłuczniu, w olejowym szlamie i upale.

Po kilkakrotnym zasięganiu języka i przypominaniu o swym istnieniu na nastawni, około 20:00 nadjechała SM-ka i zaciągnęła nas na tory odjazdowe. Stąd, w pociągu, zaraz za lokomotywą mieliśmy wyruszyć do Łaz. Po chwili doczepiono nam jeszcze sznur ładownych węglarek i skład zaczął nabierać kształtu: wyglądał jakby dwa tendrzaki, w podwójnej trakcji ciągnęły niezłą „kitę”. Ale oczekiwanie przedłużało się, więc kiedy dostaliśmy już lokomotywę pociągową, nasza ekipa poukładała się jak mogła w „swoich” parowozach aby przed drogą złapać choć trochę snu. Zbudził nas odjazd. Z legowisk wydrapaliśmy się na miejsca drużyny parowozowej by obserwować zachowanie „Śląsków” podczas jazdy.

Transport TKp 102 Śląsk nr 6293 z Zagłębia

Parowozy szły początkowo niespokojnie, co nawet zaniepokoiło Grzegorza, przyzwyczajonego do miękkiej jazdy spalinówek. Jednak za Dąbrową Południową tory stały się jakby równiejsze i już tak nami nie miotało. Zastanawiało tylko odczuwalne i słyszalne spore naprężenie haków cięgłowych – „strzelanie” sprężyn. Dopiero po kilku kilometrach spostrzegliśmy, że ciągną nas dwie ET22. Jedna przypięła się delikatnie w czasie naszego odpoczynku. Dopiero w Łazach okazało się, że na haku miały aż 3300 ton brutta. Chyba nigdy nasze TKp takich ciężarów nie ciągnęły! W Łazach, wkrótce po odpięciu elektrowozów przemanewrowano nas na tory odstawcze i tam znowu próbowaliśmy złapać jeszcze kilka godzin snu.

Transport TKp 102 Śląsk nr 6293 z Zagłębia

Ranek 1 czerwca powitał nas dotkliwszym niż poprzedniego dnia upałem. Manewrowi poinformowali, że postój będzie długi (w sumie staliśmy 21 godzin), toteż bez ryzyka można było pójść umyć się, kupić prowiant i zasięgnąć najnowszych informacji. Na stacji zaciekawiały niespotykane hamulce torowe. Jak się dowiedzieliśmy importowane z Chin. Smucił zaś jednocześnie widok kompletnie zdewastowanej „warszawsko-wiedeńskiej” wieży ciśnień.

Informacje o naszym dalszym losie nadal nie były wesołe. Dyżurna z pobliskiej nastawni oznajmiła, że „dziś na pewno nie pojedziecie”. Myśl o następnej dobie bezczynności w skwarze i wśród wagonów, przerażała. Przez telefon poprosiliśmy zatem dyspozytora okręgowego o pomoc i uzyskaliśmy zapewnienie, że jeden z pociągów w kierunku Łodzi Olechowa na pewno nas zabierze. Kiedy wróciliśmy do parowozów, wkradło się zamieszanie, gdyż okazało się, że zostaliśmy doczepieni do składu odjeżdżającego później, niż ten do którego zostaliśmy zaplanowani. Potem, już po przełączeniu, zdziwienie wzbudził numer naszego pociągu: 21990. Początkowa dwójka świadczyłaby, że relacja przynajmniej zahacza o Wschodnią DOKP, toteż łamaliśmy sobie głowy dokąd tak naprawdę mamy jechać. Dopiero dokumenty dostarczone maszyniście piotrkowskiej ET22 wyjaśniły wszystko: jedziemy przez Piotrków do Łodzi.

W Łazach, na wyjazd oczekiwało sporo towarowych. My z naszą „czterdziestką” na godzinę mieliśmy jechać jako ostatni a tymczasem naszemu maszyniście kończyły się godziny pracy. W drogę wyruszyliśmy o 22:30 i cała linia, jak w „Kolejarskim słowie” Andrzeja Munka, pomagała nam w dojechaniu do Piotrkowa przed końcem służby mechanika. Cały czas – zielono. Wszystkie, nawet duże stacje: Zawiercie, Częstochowa, Radomsko – „na biegu”. Z jednej strony to dobrze – może zdążymy, ale dla parowozów to mogło być za szybko. Przecież tyle stały.

Jak bez postoju sprawdzić czy któraś z osi nie grzeje się? Przed odjazdem umówiliśmy się z maszynistą, że gdybyśmy zauważyli coś niepokojącego zahamujemy delikatnie sami. Toteż, gdy poczuliśmy swąd spalenizny – palonej gumy (na „102” założone są gumowe przekładki na wiązarach), gdy spostrzegliśmy coś na kształt rozżarzonych kropel pod kołami, Rysiek zahamował pociąg i wyskoczył sprawdzić. Na szczęście, iskry szły z obcierającego się o koło klocka, a wszystkie osie wprawdzie „ciepławe”, były w porządku.

Transport TKp 102 Śląsk nr 6293 z Zagłębia

Do Piotrkowa przybyliśmy o czasie. Tu szybko zmienili się maszyniści, a my udaliśmy się po informacje do dyżurnej manewrowej. Po konsultacji z dyspozytorem okazało się, że do Skierniewic pojedziemy praktycznie natychmiast. A tu nowy problem – „bloki” i wiązary suche a nam skończył się olej i nie ma skąd go wziąć. Zmieszaliśmy więc wszystkie zlewki i już tylko po trochu zaleliśmy osie – aby dojechać. Wiązary pominęliśmy.

Z Piotrkowa ruszyliśmy ostro, nawet trochę za ostro, jakby mechanik nie był świadom naszej „czterdziestki”. Jeszcze przed peronami zahamowaliśmy pociąg żeby sprawę wyjaąnić. A mimo to, choć teraz jechaliśmy już tylko 37 – 40 km/h, parowozy, a szczególnie idący na końcu TKp 102, szły bardzo niespokojnie, bo bez takiego jak poprzednio obciążenia za sobą. Ponownie zatrzymując pociąg uzgodniliśmy z maszynistą, że pojedziemy nie więcej niż 35 km/h. Posuwając się w takim żółwim tempie, o godzinie 6:18 stanęliśmy u semafora wjazdowego w Skierniewicach. Żeby nie było zbyt pięknie, przepuściliśmy jeszcze trzy pociągi. Dopiero po kilku minutach odczepiono „Śląski” naprzeciw skierniewickich peronów, skąd natychmiast manewrowa SM-ka wepchnęła je na tor nr 59 w Parowozowni.

Transport TKp 102 Śląsk nr 6293 z Zagłębia

U progu kolejnego ranka, po blisko czterdziestu godzinach podróży z iluzorycznym odpoczynkiem w drodze, nasza czteroosobowa ekipa po prostu „zwaliła się z nóg”. Porządki na lokomotywach i ich schowanie pod dach trzeba było odłożyć na później.

Należy podkreślić, że nad przewozem czuwała nie tylko ekipa naszych Kolegów na parowozach. Popołudnia i część nocy przy telefonie w byłej MD spędził Andrzej Paszke ustalając z dyspozytorami i załatwiając najkorzystniejszą dla nas drogę przebiegu a Szymon Różycki, zdalnie śledził drogę naszego przejazdu obdzwaniając kolejne nastawnie na trasie. W Skierniewicach załatwił też błyskawiczne przemanewrowanie z pociągu z torów stacyjnych do Parowozowni.

Paweł Mierosławski

1 Tekst napisano w roku 1996.

Na górę strony